Jak nie teraz to kiedy?

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Wyolbrzymiać dobro.



To my. Jesteśmy pewni, że gdybyśmy byli w miejscu, o którym marzymy wszystko potoczyłoby się inaczej, bylibyśmy innymi ludźmi, pełnymi uśmiechu i energii do wykonywanej pracy ale może powinniśmy zacząć tam gdzie jesteśmy teraz.

Myśleliście kiedyś o ludziach pracujących w zawodach, których większość z nas nie chciałoby wykonywać? O Pani w sklepie spożywczym kasującej nasze zakupy, o dozorczyni zamiatającej klatkę, o Panu na stacji benzynowej pomagającemu zatankować gaz i o naszym postrzeganiu oraz podejściu do nich. To ludzie często anonimowi, którym nie patrzymy w oczy kupując chleb, bilet, benzynę lub przechodząc po prostu obok. Często zdarza się też tak, że to my jesteśmy po tej drugiej stronie lady. Wtedy zdajemy sobie sprawę, że wypłata nigdy nie jest współmierna z energią, którą wkładamy w daną czynność. Bardzo często nie zarabiamy tyle ile jesteśmy warci. 
Warto jednak się zastanowić ile rzeczywiście mamy na koncie. Nie na tym bankowym ale na tym życiowym. To jest właśnie nasze wartościowe i współmierne konto. 


Bo jeżeli (bez względu na wykonywany zawód i wynagrodzenie jakie dostajesz) wywołujesz uśmiech u drugiego człowieka, bo jeżeli pomagasz potrzebującym, bo jeżeli dajesz komuś nadzieje, bo jeżeli podajesz komuś dłoń, bo jeżeli nie odwracasz wzroku a wnikasz głęboko w innego człowieka, bo jeżeli jesteś uprzejmy, bo jeżeli życzysz dobrze drugiemu, bo jeżeli można na Ciebie liczyć, bo jeżeli.... 
to masz przecież na koncie dużo więcej niż papierki, które kontrolują Twoje życie, masz na koncie cuda które zmieniają świat, takie które bez względu na to czy trwają lata czy minuty, czy zmieniają czyjeś życie na chwilę czy na zawsze są bezcenne. 


A przecież nikt nie jest zbyt mały żeby wpływać na rzeczywistość.  Jeśli chcesz przynieść światu wielką zmianę, wykonuj swoje drobne zadania z wielką miłością, wielką uwagą, wielką pasją. Po prostu bez względu na to co robisz pokochaj swoją pracę, rodzinę, otoczenie, miejsce zamieszkania i zadania które Ci powierzono. 

Jeśli zaczniemy zmianę w miejscu, w którym jesteśmy wykorzystamy okazję jaką daje nam los. Bo nikt nie wie gdzie i kiedy, będziemy mieć możliwość podarować komuś więcej radości, nadziei a może nawet i uratować życie.



_________________________________________________________________________________



Spacer.

Idę ulicami Warszawy, dużego miasta, stolicy naszego kraju. Miasta, które może być kopalną pełną możliwości i jednocześnie wielką aglomeracją w której ciężko znaleźć swoje miejsce.
Mijam wysokie wieżowce, małe kamienice, skupiska supermarketów, blokowiska, parki, mosty i wąskie uliczki. 
Dostrzegam ludzi. (Pisałam już o tym, że ludzie tu poruszają się dwa razy szybciej mając dwa razy mniej czasu niż ludzie w Krakowie. Dziwne, bo to jakiś kosmos, który ciężko jest zrozumieć i wytłumaczyć.)
Niezwykłych ludzi. Tylko kim jest niezwykły człowiek? Czy to ten, który rzuca się w oczy swoim ekstrawaganckim ubiorem? Czy może ten, którego kojarzymy z telewizji? Czy niezwykłym jest ten co idzie pijany? Czy ten którego zachowanie wydaje się odbiegające od normy?
A może każdy jest niezwykły i w każdym jest coś zasługującego na zainteresowanie, może każdy ma jakąś historie i tajemnicę?
Przechodzę i skupiam się na tych mających "etykietki" nadane im przez świat tj. menel, alkoholik, brudas. I rzucam sobie wyzwanie: "zobacz w nich coś dobrego, spróbuj przeczytać ich jak książkę"
Tak spotykam bezdomnego na plaży, nad Wisłą. Nasza rozmowa zaczyna się naturalnie, tak jak można sobie wyobrazić naturalną rozmowę bezdomnego z młodą kobietą. Po krótkiej wymianie zdań 0 pogodzie, która jest przecież tematem nieskończonym dochodzimy do spraw ważnych. On opowiada ja słucham. Mam jakąś wewnętrzną potrzebę słuchania, może jest to spowodowane wyzbyciem się wszystkich stereotypowych zasad postrzegania ludzi. Bo nie widzę różnicy w rozmowie z człowiekiem z ulicy który niema nic od rozmowy z kimś popularnym który ma wszystko. Tak jakoś jest, że każdego człowieka traktuje na równi a to ważna cecha. 
Opowiada mi o wszystkim, o tym jak był dzieckiem, nastolatkiem, jak chodził do szkoły, jak poznał swoją żonę, jak miał mieszkanie i pracę które nazywa "wszystkim", jak urodziło mu się dziecko i jak w jednej chwili stracił wszystko sam nie wie kiedy ale wie dlaczego. "Rodziców miałem zwykłych, mama była kasjerką, tata pracował w elektrowni, niczego nam nigdy nie brakowało dopóki tata nie zaczął pić. Wtedy rozpoczął się koszmar. I nie wiedząc czemu powtórzyłem dokładnie historie ojca"
Rozmowa trwała niespełna godzinę. Na moje pytanie: "Co teraz?" mężczyzna odpowiada "Nic. Jestem tutaj. Nie mam nic i nic nie będę miał. Jedyne co mnie czeka to śmierć." Na to ja odpowiadam, że tak nie wolno, że trzeba zmienić swoje życie, zacząć patrzeć inaczej, jeszcze dużo może Pan osiągnąć, bez względu na to co było, bez względu na wiek i sytuacje w której Pan jest teraz. Ja nie mam wiele i nie wiem jak mogę Panu pomóc ale wierzę w Pana. W odpowiedzi łapiemy się wzrokiem, ale to tak jakby człowiek ten wszedł w głąb mojej duszy, zabrał kawałek a wszystko działo się w ciągu 3 sekund. Słyszę: "Dziękuje. Niech sobie Pani już idzie." 
I poszłam. 
Wracając, zastanawiałam się o co jeszcze mogłam spytać, może mogłam mu jakoś pomóc, może mogłam jeszcze coś zrobić ale odchodząc zdałam sobie sprawę, że zrobiłam wszystko co według mnie było dobre. Zwłaszcza, że poczułam między nami jakąś nie opisaną więź, jakąś potrzebę mówienia z jednej strony i słuchania z drugiej, tak jakby ta sytuacja musiała się stać bo wiązała się z czymś ważnym zarówno dla niego i dla mnie. 

Po powrocie do mieszkania, pomyślałam o tym, jak łatwo oceniać nam jest ludzi kiedy dostrzegamy tylko stan faktyczny. Widzimy wytatuowanego na twarzy recydywistę - myślimy morderca, zbir i złodziej. Widzimy menela - myślimy alkoholik, psychopata i nieudacznik.
I o tym, że czasem zapominam dostrzegać wyłącznie dobro we wszystkim i we wszystkich. I w moim szefie, w klientach, w kolegach z pracy, w Pani która sprzedaje bilety w kinie, w kasjerce, w ochroniarzu, w kolegach na studiach, w rodzicach ale i w potknięciu się na krawężniku, w wyładowanym akumulatorze w samochodzie i w braku gotówki. 



_________________________________________________________________________________

Nikogo nie uczę życia, sama uczę się żyć dzięki wszystkim, których spotykam na drodze. Jedni wystawiają moją cierpliwość na próbę, inni pokazują drogę, niektórych podziwiam, niektórych nie potrafię zrozumieć. Dziękuje wszystkim których miałam, mam i będę miała okazję poznać, tym którzy są przez chwilę i tym którzy zostają na dłużej. I tym, których denerwuje i tym których napędzam do działania. Tym którzy mnie denerwują i tym którzy mnie napędzają do działania.


_________________________________________________________________________________

*Dziękuje za maile i wiadomości. "Pomagasz mi spełniać marzenia" - mieć taką możliwość to ogromny zaszczyt.

PS: "Czasem wystarczy uszczęśliwić jedną osobę, a ona uszczęśliwi kolejną osobę, a ta osoba kolejną. Czy to nie jest wpływanie na rzeczywistość i zmienianie świata?"