Jak nie teraz to kiedy?

sobota, 14 września 2013

Marzyć oznacza pragnąć gwiazdki z nieba. Działać - to wiedzieć której.

Właściwie dlaczego?

Ostatnio często spotykam się z pytaniem: dlaczego właściwie chcesz być aktorką? 
Nasuwa mi się wtedy pewna bajka z dzieciństwa gdzie kilkuletni chłopiec zapytał młodą baletnice dlaczego chcę tańczyć. 
"A dlaczego pan chce żyć? zapytała dziewczynka. 
ycia się nie wybiera, żyć się musi" odpowiedział chłopiec. 
"No to ma Pan odpowiedź na swoje pytanie." 
Ze mną jest tak samo. Nie wystarczy że chcę, to jest po prostu mój wewnętrzny przymus, konieczność a nie wybór. Coś wewnętrznie podpowiada mi, że inaczej nie mogę. 

Spojrzeć z odpowiedniej perspektywy

Mogłoby się wydawać, że moja korporacyjna praca jest niczym innym jak szarą codziennością składającą się z monotonii. Właściwie na pierwszy rzut oka tak jest; 
mamy jasno określone standardy, wizyty kierowników, cele do zrealizowania ale nie powinniście nigdy zapominać, że głównie składa się ona z klientów. Ludzi bardzo różnych, od nastolatków po dziewiędziesięciolatków, od ludzi bezdomnych po mających duże firmy. 
Przychodzą starsi ludzie po doładowania, poopowiadać kawały, pomachać Pani Kasi i tacy pełni problemów, którzy niemalże potykają się o listwę przy wejściu, a ich życie to pasmo niepowiedzeń; "znowu brzydka pogoda, beznadziejny dzień w pracy, nie mam pieniędzy, a w tym wszystkim nie działa mi zasięg, internet a i telefon brzęczy przy rozmowie". 
Są i tacy którzy wszystko wiedzą lepiej, oni od wejścia pytają "Co mi Pani może zaproponować?" a kończą rozmowę na: "Nic się Pani nie zna, bo ja wiem lepiej". 
Ale są i tacy, którzy przychodzą i pozostają, znajomość nie kończy się na relacjach klient-konsultant. Pozostaje, utrzymuje się, nie dają mi o sobie zapomnieć a i mnie ciągnie do nich jakaś nie wytłumaczalna chemia która nie pozwala mi wypuścić ich bez słowa. 
Czemu o tym piszę?
Miałam ostatnio klientkę która kupowała telefon. Od wejścia miała łzy w oczach, w czasie podpisywania umowy coś w niej pękło. Okazało się, że telefon ten był marzeniem jej umierającej córki. Zwierzyła mi się, że nie pozostało dużo czasu i chcę spełnić jej każde marzenie. Jako, że Pani miała dobrze prosperującą firmę powiedziała mi również, że ma mnóstwo pieniędzy, że oddałaby wszystko co ma aby dać jej czas.
Rozumiecie? Aby dać jej czas. 
Czas, którego niektórzy z nas mają w nadmiarze. Czas, który każdego dnia tracimy na bez sensowne narzekanie, biadolenie, zazdroszczenie czy siedzenie przed telewizorem. Ktoś oddałby wszystkie pieniądze życia za Twój czas.
Jakimi głupcami musimy być mając świadomość marnowania tego czasu?
Ja natomiast odniosłam się do jej słów z nadzieją, zaznaczyłam, że nie mi oceniać i, że zdaję sobie sprawę, że moje słowa są niczym w obliczu tej tragedii ale powiedziałam jej, żeby wierzyła mocno że córka wyjdzie z choroby, że zdarzają się rzeczy, które są niepojęte bo przecież zdarzają się cuda - niewytłumaczalne i obiecałam że będę się modlić za jej córkę każdego dnia i będę wierzyć, że wyzdrowieje.


Mówienie o wierze nie jest sprawą najłatwiejszą. Zwłaszcza w obliczu katastrofy życiowej. Ludzie zwykle uważają, że świat rozpoczyna się i kończy na nich. Jesteśmy tak inteligentni i tak zadufani w sobie, że z trudnością znosimy uwagi szefa, a co dopiero kogoś jeszcze ponad nim. Ale czasami, jak nas dopada chandra, myślimy: Może...? A jeśli jest Bóg, albo cokolwiek innego?

I znów życie daje mi lekcje: "Ciesz się z tego co masz, bo jest wokół Ciebie mnóstwo ludzi, którzy oddali by wszystko by mieć to co Ty."

To się dzieje

W moim życiu dzieje się bardzo dużo. Pomijając pracę na etacie, poprzez pisanie, czytanie, tworzenie kończąc na tym co najważniejsze czyli ludziach - niesamowitych, otwartych, pełnych dobrej energii i chętnych do dzielenia się swoim cennym doświadczeniem. Czyli dokładnie to, czego oczekuje od życia: wykorzystanie dnia co do minuty i czerpanie w stu procentach z ludzi, którzy pojawiają się na mojej drodze, a to że sama życzę im jak najlepiej jest tylko potwierdzeniem, że przyciągamy dokładnie to co sami dajemy. 

Obiecałam sobie, że każdy choćby najmniejszy krok będę na bieżąco relacjonować. Wczorajszy dzień spędziłam w wyśmienitym towarzystwie na planie serialu "Prawo Agaty"

To, że mogłam być na planie produkcji było ogromną ekscytacją, ale i potwierdzeniem tego, że nareszcie jestem w miejscu w którym chcę być. Znasz to uczucie? Jesteś w jakimś miejscu i czujesz, że nie masz ochoty wracać do codzienności, że to właśnie tu mógłbyś spędzić resztę swojego życia zawodowego. Tak było. Głównie dlatego, że po prostu wiedziałam, że tak będzie. Byłam przekonana, że to miejsce dla mnie. 

Mimo, że może się wydawać że nie było to nic specjalnego gdyż właściwie byłam tylko widzem, statystą - z pozoru nic nie znaczącym, ale z drugiej strony czym byłby film bez nich? Przecież w życiu jest dokładnie tak samo, jest tylko kilka osób - najbliższych, które grają główne role, reszta to statyści ale spójrz, że bez nich nasze życie nie miałoby sensu, bo to oni nadają mu wyraz, kształt i kolory. 


Całą otoczkę produkcji doceniam, pewnie dzięki studiom na Organizacji Produkcji Filmowej i Telewizyjnej, bo to dzięki nim będąc na planie, nie patrzę w przestrzeń lub na zegarek ale odróżniam lampy ledowe od kina flo, pytam oświetleniowca o szczeniaki i mandarynki a on patrząc ze zdziwieniem odpowiada. Wiem o czym mówi reżyser, kiedy posługuje się zwrotami: "teraz zrobimy to w planie szerokim czy w planie wąskim". Z ekscytacją patrzę na jazdy na szynie i mniej więcej staram się wyobrazić sobie jak to wygląda na podglądzie, kiedy szyna porusza się równolegle. Widzę dojścia i odejścia operatora a co więcej dostrzegam w tym cel i sens. Każdy na planie ma swoje zajęcie i wie co ma robić, a ja wokół tego wszystkiego zachowuje się jak mała dziewczynka wpuszczona do sklepu z zabawkami i zastanawiam się ile waży statyw, skoro aby go udźwignąć potrzebne są dwie osoby, ile kosztuje kamera i jak ciężką pracę mają tyczkarze. Czy coś lepszego mogło mnie spotkać tego dnia? Tak, ludzie. Przede wszystkim ludzie, bo to oni są odpowiedzialni za efekt końcowy, rozpoczynając od aktorów, poprzez reżyserów, operatorów, dźwiękowców, fryzjerów, makijażystki kończąc na nas czyli ludziach którzy zamykają tą dobrze zaplanowaną układankę. Gdyby cokolwiek się rozsypało, cały dzień szlak by trafił, a mam to szczęście, że orientacyjnie wiem jak drogi jest jeden dzień zdjęciowy, ile kosztuje wynajęcie hali, sprzęt, prąd, kończąc na pensjach aktorów. 


Wszystko na planie odbywało się precyzyjnie ale i w sympatycznych warunkach, nikt nikogo nie traktował jako zło konieczne, każdy kto się tam znajdował wiedział, że wszyscy jesteśmy od siebie zależni. 



Miałam też ogromną przyjemność poznać ludzi którzy tak ja znaleźli się w tych niecodziennych okolicznościach choć czuję, że zbliżam się do tego aby były one jak najbardziej codziennością. Każdy z nas, całkiem inny - wizualnie i wiekowo to jednak połączyła nas chęć, ciekawość a na pewno podejście do życia. To niesamowite, że wciąż spotykam ludzi którzy wiedzą jak żyć, mają chęci, cele, marzenia a oprócz tego są dobrzy, nie zazdroszczą i z ciągłym uśmiechem przemierzają świat. Pomijając okoliczności które na pewno były niezapomnianym przeżyciem to dzięki nim te kilkanaście godzin minęło jak chwila. 

Przez ten czas byłam też na kilku castingach które już na dobre wpisały się w mój rytuał dnia codziennego. 

Miło przecież czasem usłyszeć "Jest Pani bardzo dobra. Taka filmowa", wtedy ja jak mantrę powtarzam "Proszę o mnie pamiętać, bardzo mi zależy choćby mieć możliwość przyglądania się produkcji"

Casting do reklamy T-mobile.

Casting do seriali tvp ul. marszałkowska.
Casting do produkcji polsatowskich z filią we Wrocławiu.


Przyznaje, że nic w życiu nie ma znaczenia, dopóki sami mu go nie nadamy. Wszystko jest względne. Żeby, czuć się dobrze trzeba wyznaczyć sobie cel i uparcie do niego dążyć a przede wszystkim nie martwić się wielkimi porażkami i nauczyć cieszyć z małych sukcesów. 

W Warszawie przecież żyje prawie dwa miliony ludzi a to akurat ja miałam tę przyjemność aby spędzić dzień na planie, gdyby spojrzeć na to z tej perspektywy to jak mam się nie cieszyć?

Dołączam kilka zdjęć z produkcji:




















PS: Świadomość czynu w rzeczach małych, jest zawsze drogą do stawania się wielkim...