Jak nie teraz to kiedy?

sobota, 3 listopada 2012

Autyzm to nie choroba lecz dar.

Dlaczego?

Bo nic innego nie wyrazi prostego sposobu kochania.
Kochania za nic. Kochania zawsze i mimo wszystko.
Zwykły uśmiech. Nie zwykła radość.
Urodził się zdrowy.
Do trzeciego roku życia zdolny do wyrażania emocji, mówienia i reagowania na świat.
I nagle czar prysł.
Ból brzucha. Szpital. Szczepionka.
Porażenie mózgowe i autyzm.
Ale skąd, ale jak?
Po prostu - rzekł lekarz. Wskazał drzwi i kazał radzić sobie dalej.
Tylko co to jest? Jak z tym żyć?
Jak pogodzić się z tym że nigdy nie powie ani jednego słowa?
Nigdy nie będzie miał dzieci, nie weźmie ślubu, nie pójdzie do szkoły?
A wreszcie...
Co zrobiliśmy nie tak? Czy to nasza wina?
Czy wiesz że nigdy nie uronił łzy? Ani jednej. A ma 30 lat.
Mój brat.
To on nauczył mnie kochać i żyć. Dał mi wiarę i nadzieję.
Ale najważniejsze jest to że nikt, tak jak my nie potrafi
cieszyć się z rzeczy małych, dla innych nie istotnych.



 „Jeżeli nie znasz żadnego kosmity, przyjdź do nas. Poznasz go, gdy siedzi przy naszym stole w kuchni i je jajecznicę (…) Myśli obrazami, jakby miał w głowie projektor. Ale nie łudź się, to nie film science fiction. (…) Jego ból i radość są takie same jak u twojego dziecka, ale w nich ściśnięta jest do kropli rozpacz tego świata. Niektórzy chcieliby go wysłać w kosmos (…)”.

A tutaj kilka dowodów na to że warto, kogoś chorego na autyzm kochać a nie zostawić na pastwę losu:












PS: Możesz uznać że nie pasuję to do konwencji mojego bloga. Jednak aktorstwo to przede wszystkim umiejętność współczucia oraz  otwartości ciała i umysłu a tego nauczył mnie ktoś wyjątkowy - mój brat.