Jak nie teraz to kiedy?

wtorek, 21 kwietnia 2015

Nigdy nie jest za późno na zmiany, a kiedy Ty się zmieniasz, zmienia się wszystko wokół.



Cześć!

Długo mnie nie było, wiem, że piszcie i pytacie co się stało oraz czy mam zamiar coś wyskrobać. To bardzo miłe, bo wychodzi na to, że to do czego przygotowuje się właściwie od stycznia nie pójdzie na marne. 
Pisałam już między wierszami, że buduję (choć to dużo powiedziane) nową stronę. Nasuwa się pytanie: ileż można przechodzić z blogspota na wordpressa? Można. Zwłaszcza, że od początku roku dowiedziałam się wiele rzeczy o sobie i o swoim blogu. I okazuje się, że od 2005 roku nie prowadziłam nigdy bloga tylko pamiętnik. Moje dziesięcioletnie doświadczenie w pisaniu można wyrzucić do kosza, gdyż międzyczasie pojawiło się tyle rozwiązań i nowych technologii, że musiałam jak przedszkolak zaczynać wszystko od nowa. 
Chciałam się dobrze przygotować do prowadzenia strony. Przede wszystkim musiałam zastanowić się o czym dokładnie chcę pisać, dla kogo i po co. Jak pisać, żeby dobrze się czytało. Czemu właściwie chcę pisać i być czytana. Musiałam stworzyć kilkanaście tekstów, które dawałam do czytania znajomym aby ocenili czy jest dobrze, czy moje teksty coś dają, czy zachęcają do dyskusji. Bywało różnie. Będę się pewnie jeszcze długo uczyć. Przeczytałam wszerz i wzdłuż kilkadziesiąt blogów oraz dwie książki dotyczące blogowania: "Bloger - poradnik dla blogerów" - Tomka Tomczyka oraz "Treść jest kluczowa" - Ann Handley. I automatycznie doszłam do wniosku, że jestem najsłabszym blogiem (pamiętnikiem) w całej blogosferze ;-) . Natomiast najważniejsze jest jak najszybciej zrozumieć błędy i starać się je naprawiać. Dlatego ja oczywiście zamiast pisać (albo między pisaniem) pracy licencjackiej uczyłam się jak stworzyć dobrego bloga.


Do rzeczy. 15 maja 2015 roku powstanie nowy blog, na nowej platformie, o nowym adresie, z nowymi kategoriami i wpisami. Nie mogę nic zdradzać, zwłaszcza, że przy stworzeniu tego miejsca, które sama nazywam 'małą zmianą świata' pomaga mi mnóstwo cudownych osób, o których już opowiem "tam". Mogę tylko napisać, że będzie super :-) Dla tych, którzy przyzwyczaili się do moich błędów, źle stawianych przecinków i rozwlekłych treści mam złą wiadomość, gdyż będzie tego już coraz mniej. Ci, którzy zaglądali bo ich do tego zmuszałam :-D, a nie chciało im się czytać będą miło zaskoczeni. A Ci, którzy czytają tylko dlatego bo pisała koleżanka Kasia Stefańska poznają inną Kasie, taką, której jeszcze nie było. 

Będzie dużo więcej motywacji, pasji, ludzi ale i tajemnic oraz kontrowersji. 

Do zobaczenia! :)

czwartek, 5 marca 2015

Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie.


Jestem szczęśliwa. Nie potrafię przestać być. Czy to ma sens?

__________________________________________________

 W Y B A C Z E N I E

Ostatnio w moim życiu zdarzyło się paradoksalnie tak dużo złych, co dobrych rzeczy. Wielu z nich nie rozumiem. Ale czy wszystko trzeba rozumieć? Nie. Jednak ze wszystkim trzeba się pogodzić. Trzeba przyjąć i zaakceptować to co daje nam los, wierząc, że to ma sens, że to jest nam potrzebne, że to co teraz wydaje się naszą porażką stanie się zwycięstwem. Nawet jeżeli coś straciłam, zyskałam coś nowego.
Moja mała wielka miłość dobiegła końca. Ale wiecie co? Z perspektywy czasu, jestem przekonana, że warto było przeżyć ten piękny czas. Bo był to niewątpliwie jeden z najlepszych momentów w moim życiu. Niektórzy przez całe życie nie doświadczą tego co my przez chwilę.
Dlatego proszę nauczmy się zapominać. Nawet noże w plecach, kto by się oglądał za siebie, skoro przed nami tyle jeszcze do odkrycia. Żywienie nienawiści niszczy nas samych. Ja wybaczyłam i zapomniałam. Ty też tak zrób.
Czasem na nasze małe terytorium musi spaść wielka bomba, która zniszczy wszystko. Uświadamiając, że życie jest nieprzewidywalne, zawsze było i zawsze będzie. 
Nigdy nie przyzwyczajaj się do stabilizacji w swoim życiu, ona jest złudna. Wiesz czemu nie istnieją szczęśliwe zakończenia? Bo są niesamowicie nudne. Życie jest ciekawe tylko wtedy, kiedy dzieją się w nim rzeczy, których się nie spodziewamy. Dopiero wtedy doświadczamy życia jak to powiedział Jacek Walkiewicz. Poznajemy jego smaki. 

__________________________________________________

Z R O Z U M I E N I E

Bywa tak, że mimo ogromnego szczęścia razem, żadna z osób nie jest w stanie sama ze sobą być szczęśliwa. W związkach budujemy wspólne szczęście, oparte na bezpieczeństwie, trosce i opiece o siebie nawzajem. Trochę jest tak, że przestajemy być tymi pozytywnymi egoistami, którzy realizują siebie, bo czujemy, że obok jest osoba, którą kochamy i za którą jesteśmy odpowiedzialni. Czy poszedłeś kiedyś sam do kina będąc w związku? A może pojechałeś w podróż bez słowa aby odnaleźć siebie? Nie zrozumcie mnie źle. Nie stałam się nagle przeciwniczką związków. Uważam, że są niezbędne. Ale  wiem teraz, że najpierw trzeba zbudować siebie, zrozumieć kim się jest, zainwestować w siebie, pokochać siebie, uwierzyć w siebie, poznać siebie aby zbudować zdrową, piękną i mądrą relację, którą potocznie nazywamy związkiem. Dopiero dwoje świadomych i pełnych bagaży życiowych ludzi może budować wspólne szczęście. W rozstaniach nie ma winnych. Są dwie osoby, które się kochają, ale w tym momencie nie umieją odnaleźć się we wspólnej rzeczywistości. Wybaczam. Zapominam. Żegnam.


__________________________________________________

N O W E  Ż Y C I E

Ten etap nazywam nowym życiem. Nigdy nie byłam sama, choć bardziej samotna niekiedy czułam się w związkach. Nowe życie możesz zacząć od dziś. Niekoniecznie musi runąć mur. Nowe życie to nowa praca. Taka, która daje Ci satysfakcje, radość i spełnienie. To miejsce, bez którego nie wyobrażasz sobie życia. To ludzie, którzy dają Ci energię. 
Nowe życie to też nowe plany. Bo nadal jestem zdania, że należy planować, wyznaczać sobie cele. Dzienne, tygodniowe, miesięczne, roczne. Nagradzać się za tę realizację i uśmiechać do siebie widząc jak szybko robimy postępy. Nowe życie to pokonywanie barier, tych własnych, najtrudniejszych do przekroczenia. Dla mnie to bieganie. Codziennie. Bez wymówek. Bieganie to oczyszczenie, wiara w swoje możliwości i energia na kolejny dzień. Nowe życie to inwestowanie w siebie. Czytanie książki w każdym miejscu. Nawet jeśli w metrze stoję ściśnięta i jest niewygodnie. Nowe życie to sprawianie, że godziny rozciągają się w czasie, tak, że z 24 robi się 26 godzin. Zawsze bowiem brakowało mi czasu na oglądanie filmów, powtarzałam sobie: "Jest tyle genialnych filmów, a mi wciąż brakuje czasu, tych dwóch godzin dziennie". I dopiero, kiedy przestałam gadać i założyłam sobie, że muszę obejrzeć jeden film dziennie - pojawiły się dwie dodatkowe godziny. Jak? Nie wiem. Nowe życie to odrzucenie strachu i zawzięcie się w sobie. Powiedzenie sobie: "Mam barierę językową, nie mówię po angielsku" zawsze mnie usprawiedliwiało. Przecież zdawałam wszystkie egzaminy, odpisywałam na maile. Teraz przestałam się usprawiedliwiać. Zapisałam się na intensywny kurs, codziennie się uczę i dziś wiem, że osiągnę cel: "Do 28 roku życia będę perfekcyjnie mówić po angielsku". Nowe życie to mówienie innym czego się pragnie. Bez względu na to czy to kanapka z serem, klient którego potrzebuje czy dach na który nie wiem jak się dostać. Cholerna prawda, przed którą paraliżuje nas strach i odrzucenie. Jeżeli masz pięciu znajomych, którzy mają pięciu znajomych a ich znajomi mają kolejnych znajomych to nie ma dla Ciebie rzeczy niemożliwych. I jeżeli szukasz pracy to powiedz o tym wszystkim. Pani w sklepie w którym robisz zakupy, staremu znajomemu, nowo poznanej osobie. I powtarzaj cały czas, wszystkim napotkanym ludziom a gwarantuje Ci, że znajdzie się osoba, która jak w moim przypadku szuka właśnie kogoś takiego jak Ty. Nowe życie to szukanie i tworzenie. Robienie jak najczęściej czegoś pierwszy raz. To pójście na koncert klasyczny, to strzelanie z broni palnej, to wystąpienie w reklamie, to bycie wolontariuszem, to założenie firmy, to podanie komuś ręki, to nowe pomysły i nowe scenariusze, to nowi ludzie, nowe podróże. Nowe życie to umiejętność bycia samemu ze sobą. Nawet na pięć minut, w ciszy, w skupieniu. Bez gwaru i natłoku otaczającego świata. To znaleźć w sobie spokój. Nowe życie to wreszcie pogodzenie się i życzliwość. Dla wszystkich. To życzyć dobrze obcej osobie i życzyć dobrze osobie, która Cię skrzywdziła. To myśleć z miłością o przyjaciołach i darzyć miłością tych, którzy nas denerwują i tych, których nie rozumiemy. Nowe życie to teraz, bo jak nie teraz to kiedy?

__________________________________________________

D O B R Z Y  L U D Z I E

Kończąc to moje wewnętrzne katharsis chciałabym abyście kogoś poznali. To jeden z ludzi, którzy dają mi siłę. Między innymi dzięki temu.

Droga Kasiu !

Tego pewnego dnia, czyli dzisiaj, oczekując nowej notki, natknąłem się na notkę z 12 lutego, która mnie przeraziła.
Przez dobrą chwilę siedziałem i nie wiedziałem czy mam powiedzieć "O Jezu !", czy "O Boże !", bo czytałem to z trudnością, myśląc o tym jak się czujesz, albo jak się czułaś pisząc to.

Każde słowo jakie czytam, jest dla mnie czymś niesamowitym, bo potrafisz o tym pisać, w taki sposób, że ten blog, mały blog, daje więcej niż Ci się wydaje.
Może Cię to zadziwi, ale dało mi niesamowitą siłę do walki o swoją przyszłość i ogromną wiarę, którą z dnia na dzień utraciłem.
Czemu ? Nie wiem sam.
Coś każdego dnia odbiera mi tą siłę i motywację, jaką otrzymałem, jaką dane jest mi czytać, bo to mnie motywuje najbardziej.

Na koniec tego listu, maila, czy jak to tam się nazywa (:D), chciałbym Cię prosić o kilka rzeczy i małą przysługę, a mianowicie:
- powiedz mi na jakie studia iść i gdzie ?
- powiedz mi co Ciebie tak inspiruje do pisania tak wspaniałego bloga ?
- czy wiesz, że mam własnego bloga ?

Oraz proszę, aby w kolejnej notce pojawiło się zdjęcie z dedykacją dla mnie, gdzie Ty się uśmiechasz tak bardzo jak tylko potrafisz.
Chciałbym, aby te zdjęcie mogło mi przypominać osobę (tzn. Ciebie), która tak wiele osiągnęła, która jest tak bardzo pomocna i która potrafi pocieszyć w każdym momencie, dzięki kilku słowom, które tak bardzo motywują.



To są właśnie chwile dla których chcę się żyć. Po prostu chcę się żyć.


Proszę i dziękuje.



__________________________________________________

Dołączam przepiękny utwór Karen Elson z filmu "Still Alice", który polecam każdemu obejrzeć.




czwartek, 12 lutego 2015

O tym jak zostałam masochistką...

Tekst ten nie ma na celu obrażenia, poniżenia czy zrobienia komukolwiek krzywdy. Jeśli jednak tak się czujesz, może to oznaczać, że czujesz się winny, a to już nie moja sprawa.

Zacznijmy może od początku. Blog jest to dziennik sieciowy, który ma charakter osobisty. Blogi zawierają prywatne przemyślenia, uwagi, komentarze, rysunki, nagrania (audio i wideo) - przedstawiające w ten sposób światopogląd autora. To oznacza, że mogę pisać wszystko na co mam ochotę, pod warunkiem, że nie kłamię i nie obrażam innych ludzi.

__________________________________________________


Czy zdrajca zdradza także siebie?

Właśnie. Takie pytanie. Myślę, że tak. W oczach innych i we własnym sumieniu. O ile się je posiada, a nie próbuje zagłuszać egoizmem i cynizmem. Jakim trzeba być kłamcą, udając szczęśliwe życie, a za plecami knując plan. Dla człowieka, który kocha nie ma chyba gorszej rzeczy niż przestać być kochanym w tak perfidny sposób. 
Łóżko. Miejsce w którym dwoje ludzi dzieli uczucia, troski, namiętności, śmiech i złość. Powierzchnia na której gra się z scrabble, je śniadania, śni marzenia i rozwiązuje problemy. Miejsce wspólnego tabu - nieopisanej intymności. Zarówno fizycznej, jak i emocjonalnej. Jak bardzo trzeba być pozbawionym godności, żeby do tego miejsca zaprosić inną kobietę i przespać się z nią. Do mieszkania 24 m2, z czego 15 m2 to Wasze wspólne zdjęcia, radości, plany, wiersze, mapy marzeń? Do miejsca gdzie w komodzie leży pięknie poskładana wspólna bielizna, a na regałach książki i albumy ze zdjęciami, które znacie na pamięć? W końcu jak pozbawioną współczucia trzeba być kobietą, aby wejść do łóżka innej kobiety, kiedy wokół jest ta cała otoczka? I wreszcie jak bardzo trzeba kogoś nienawidzić, żeby w taki sposób wbić mu nóż w plecy? Nie wiem. Ty mi powiedz. 


__________________________________________________

" "Kasia musisz puścić kierownicę, nie nad wszystkim masz kontrolę w swoim życiu" - powiedział Bartłomiej, miłość mojego życia. " - tak zaczynał się wpis z poprzedniego miesiąca. Od tego czasu zmieniło się wszystko. W jednym momencie życie przewróciło mi się do góry nogami. Wylałam morze łez. Przetrwałam drgawki, brak snu, zero pożywienia. Zupełnie jakbym opowiadała o przeprawie za ocean bez grosza przy duszy. Ta metaforyczna wyprawa była dla mnie bezcenną lekcją życia. Taką, która rzuciła mnie w przepaść, ale i nauczyła jak korzystać ze spadochronu. Spadochronu w postaci przyjaciół i znajomych. Bo jeśli ktoś trwa przy Tobie, ociera Twoje łzy, gotuje Ci obiad, wyciąga Cię na siłę z łóżka, piszę smsy, robi Ci pranie, dzwoni co kilka godzin, słucha setny raz tej samej historii, zabiera Cię do kina i na imprezę, oferuje pomoc finansową, nie potrafi zasnąć dopóki Ty nie zmrużysz oka a na końcu mówi: "Zawsze możesz na mnie liczyć. A teraz wstawaj i walcz!' - to jest właśnie prawdziwie kogoś kochać. I ja to dostałam od najbliższych i najdalszych ludzi, których znam. Od jednych bardziej, od drugich mnie - to bez znaczenia. Spadochron, dzięki któremu nauczyłam się żyć ze strachem w trakcie lotu. 


Dziękuje to chyba za mało. Jestem cholernie słaba. Bardzo Was potrzebuje.

__________________________________________________

I tak zostałam masochistką. Bo uświadomiłam sobie , że dobrze, że przeżywam teraz bardzo ciężką lekcję w życiu, bo dopiero teraz będę w stanie przekonać się czy i dlaczego jestem silna. Teraz, kiedy nie mam pracy, pieniędzy, faceta i żadnych perspektyw na poprawę. Mam coś cenniejszego: rozwój i doświadczenie. Będzie dobrze, prawda?